Dodatkowo wiem także, że podczas wspólnych spotkań, wyjazdów, wędrówek uwieńczonych wieczornym ogniskiem poza sprawami gastralno-jelitowymi, nóż i jego wyższość bądź niższość nad innymi "leśnymi" narzędziami zawsze stanowi kulminacyjny moment wieczoru.
Dlatego też nie mam zamiaru nikogo do niczego przekonywać ani też mówić, że moje jest na wierzchu.
Pewnie kiedyś bronił bym swojej racji, jak niepodległości ale dzisiaj, jak pisałem w moim pierwszym poście nie muszę (na całe szczęście) nikomu, niczego udowadniać.
Wyrosłem z tego i już :)
Warto po prostu zdać sobie sprawę z tego, że nie nóż ale operowanie nim w połączeniu z kreatywnością i bezpieczeństwem jest najważniejsze.
Miałem w swoim "leśnym" życiu wiele momentów związanych z nożami.
Nie wyobrażałem sobie życia bez Mory Classic 2, ulubionego noża nieżyjącego już dzisiaj Morsa Kochanskiego.
Nie potrafiłem sobie także wyobrazić, w jaki sposób można pójść do lasu bez noża full tang, bo przecież jak???
Doszedłem wręcz do skrajności, iż chodziłem do lasu i ćwiczyłem przez wiele lat z Vickiem, RAT-em lub Opinelem.
Co mi to dało???
Nic poza umiejętnościami, jakie nabyłem przez te lata i chyba ugruntowaniem przekonania, że bez noża w lesie także sobie jestem w stanie spokojnie poradzić.
Zacząłem sobie zadawać pytanie, co mój nóż, którego będę używał powinien mieć (posiadać).
Wpadłem na kilka rzeczy:
1. Dożywotnią gwarancję bez pytań ,w jaki sposób był używany, 2. Dobrze obrobioną i zahartowaną stal, która nigdy mnie nie zawiedzie, 3. Ostrość roboczą uzależnioną od umiejętności ostrzenia i pracy narzędziem, 4. Głównie o profilu, do którego jestem przekonany, 5. Szlif, który pozwoli mi na najwyższy komfort pracy, 6. Wygodną rękojeść pozwalającą na maksimum bezpieczeństwa, 7. Konstrukcję pozwalającą na zapomnienie o nadwyrężeniu materiału, 8. Pewną pochwę, 9. Grzbiet, który w razie potrzeby zastąpi spawarkę, 10. Numer, który pomoże w identyfikacji kto używał danego egzemplarza.
1. Dożywotnią gwarancję bez pytań ,w jaki sposób był używany, 2. Dobrze obrobioną i zahartowaną stal, która nigdy mnie nie zawiedzie, 3. Ostrość roboczą uzależnioną od umiejętności ostrzenia i pracy narzędziem, 4. Głównie o profilu, do którego jestem przekonany, 5. Szlif, który pozwoli mi na najwyższy komfort pracy, 6. Wygodną rękojeść pozwalającą na maksimum bezpieczeństwa, 7. Konstrukcję pozwalającą na zapomnienie o nadwyrężeniu materiału, 8. Pewną pochwę, 9. Grzbiet, który w razie potrzeby zastąpi spawarkę, 10. Numer, który pomoże w identyfikacji kto używał danego egzemplarza.
Trafiłem na ESEE dzięki mojemu Przyjacielowi i postanowiłem nabyć dla siebie swoje ESEE.
Pierwszym, jaki nabyłem była standardowa czwórka, później zakupiłem cztery HM a na końcu czwórkę PR, i zaczęła do mnie "mówić" do tego stopnia, że od dwóch lat jesteśmy razem a w lesie jak i na co dzień jest dla mnie nieodzownym kompanem.
Pierwszym, jaki nabyłem była standardowa czwórka, później zakupiłem cztery HM a na końcu czwórkę PR, i zaczęła do mnie "mówić" do tego stopnia, że od dwóch lat jesteśmy razem a w lesie jak i na co dzień jest dla mnie nieodzownym kompanem.
Dla siebie wybrałem ESEE 4 PR, nóż wzorowany na legendarnym nożu Horacego Kepharta, zaprojektowany przez Patricka Rollinsa instruktora RAT.
Mój nóż wykonany jest z jednego kawałka doskonale zahartowanej stali 1095 oprawiony w formatowane okładziny z micarty przytwierdzonej trzema śrubami thorx. Jest perfekcyjnie ostry, co najważniejsze ostrzenie mojego noża nie stanowi dla mnie żadnego problemu "z ręki". Dodatkowo nie stanowi dla mnie żadnego problemu poprawne operowanie nim zarówno, kiedy pada deszcz, świeci słońce, jak i wtedy, kiedy mam zmrożone od mrozu dłonie.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz